Słyszę oddźwięk Czynu Listopada,
Słyszę tętno płomiennego serca.
To nie złodziej jakiś, nie morderca,
To bohater pędzi, w boju pada.
W Łazienkowskim Parku gwałt i hałas,
Biją się na śmierć, a nie na życie,
Za Ojczyznę leją krew obficie,
I za staw, i za królewski pałac,
I za wszystko, co jest sercu miłe,
Co zrobiło ludem liczne tłumy,
Chociaż przyszłosć – tylko zgon i turmy,
Tym wygnanie, a tamtym mogiły.
Chociaż droga jest niezmiernie trudna,
Ciernie na niej, co nie do zdołania,
Jemu zaś żadnego powołania
Nie ma – tylko jedna meta cudna.
Walcz, wojaku, walcz do krwi ostatniej,
Będą dzieci zawsze pamiętali,
Jak Polacy prawdziwie powstali –
Lecz nie było im pomocy bratniej...
Rzecz jasna, że wiersz jest poświęcony wydarzeniom Powstania Listopadowego.
W końcu ostatniej zwrotki zachodzi aluzja do negatywnego nastawienia do tego buntu, które wyrażali chłopi ukraińscy i białoruscy, bo uważali oni to powstanie za pańskie sprawy nie mające stosunku do ich zwolnienia z poddaństwa oraz przyszłego ich dobrobytu.